LATAJĄCE FORTECE STARTUJĄ… DO WARSZAWY!

„(…) Reportaż kpt. pil. M. W. Kowalskiego z lotnisk brytyjskich przed wyprawą amerykańską ponad walczącą stolicę Polski”.

Gdy dowództwo Sił Powietrznych zostało powiadomione, że jedna z amerykańskich dywizji bombowych otrzymała polecenie dokonania na większą skalę zrzutów dla walczącej Armii Krajowej w Warszawie, dowódca Sił Powietrznych polskich, gen. Irzycki udał się w towarzystwie szefa Sztabu Lotnictwa do kwatery głównej wspomnianej dywizji.

W kwaterze amerykańskiego generała

Gdzieś w Anglii, w wiejskiej willi, zamienionej na kwaterę amerykańską, generał lotnictwa dowodzący dywizją bombową podejmował przybyłych polskich gości. Smukły, wysoki o spokojnej i szczerej twarzy generał amerykański nie wyglądał na więcej niż 25 lat. Poprowadził nas do sali prac operacyjnych, gdzie rozwieszone były wielkich rozmiarów mapy.

Na jednej ze ścian przez wysokość dwóch pięter rozpościerała się mapa Europy od wysp brytyjskich do środkowej Rosji. Na niej przeciągnięte były sznury różnej barwy, odpowiadające trasom operacji przewidzianych na dzień następny. Jeden z tych sznurów pokrywał czerwoną linią miasto Warszawę – to była „nasza” operacja.

Generał zaczął tłomaczyć nam plan zamierzonej akcji. Dodatkowem zabezpieczeniem miała być osłona myśliwców, zapewniona na przestrzeń niemal całego przelotu. Lot miał być dzienny.

W pewnej chwili do Sali operacyjnej weszło paru polskich oficerów z armii i lotnictwa. Między nimi był dowódca tej polskiej jednostki lotniczej, która od paru miesięcy nocnymi wyprawami nad Warszawę zapewniała walczącej stolicy tę pomoc, na jaką dotychczas można było się zdobyć. Wszyscy ci, którzy weszli na salę, byli zajęci od paru dni dostarczeniem tzw. konteinerów, czyli zasobników, lub skrzynek metalowych, do których pakowano przedmioty pomocy dla Warszawy. Pozatem oficerowie nasi służyli amerykańskim sztabom wszelkimi wyjaśnieniami na których podstawie opracowane zostały szczegóły wyprawy oraz przygotowano informacje niezbędne dla załóg.

Polacy nie mogli towarzyszyć wyprawie

Zwróciliśmy się do amerykańskiego szefa operacji z zapytaniem, czy nie istniałaby możliwość towarzyszenia przez polskich oficerów amerykańskiej wyprawie. Wskazywaliśmy, że jest to ekspedycja o znaczeniu historycznem i że polska strona chętnie by chciała mieć z tej dziedziny własną dokumentację i spostrzeżenia. Pozatem podkreślaliśmy, że oficerowie lotnictwa polskiego obecni w samolotach amerykańskich chętnie udzieliliby już nad Warszawą wszelkich wyjaśnień potrzebnych dla zapewnienia całkowitego powodzenia zrzutów. Odpowiedź brzmiała: „Należy uzyskać zezwolenie od wyższych naszych władz – co do nas bardzo chętnie byśmy was zabrali.” Zrozumieliśmy, że odpowiedź ta była kurtuazyjną odmową.

Na odprawie

Przed północą rozeszliśmy się do wyznaczonych nam kwater. Nie na długo jednak, gdyż na trzecią godzinę rano zapowiedziany był wyjazd samochodami do jednego z pobliskich lotnisk, gdzie miała odbyć się odprawa załóg.

Na dworze gęsta mgła rozpostarła się nad ziemią, przez nią z trudem przebijał się sierp księżyca w ostatniej fazie. Samochód z trudem posuwał się naprzód, a nas ogarnął lęk o los wyprawy.

W dużym baraku blaszanym z gatunku „beczek śmiechu” paręset ludzi załogi z dowódcą całej wyprawy na czele czekało na nasz przyjazd. Odprawa zaczęła się od zakomunikowania lotnikom amerykańskim głównego założenia. Kapitan informacyjny któremu powierzono to zadanie powiedział co następuje:

„Dzisiejsza ekspedycja jest bezpośrednim wynikiem konferencji naszego Prezydenta z Premierem Churchillem w Quebec. Doszli oni do wspólnego wniosku o konieczności wzmożenia pomocy Warszawie. Nasza dywizja bombowa już trzykrotnie brała udział w operacjach tego rodzaju, dokonując zrzutów broni i amunicji dla francuskiego Maquis. Pamiętacie jak szczodrze byliście wynagrodzeni zyskanymi wynikami za pomoc, jaką daliście francuskiej Armii Podziemnej. Dziś podobnej pomocy oczekuje od was Warszawa, która od wielu tygodni walczy z Niemcami i odczuwa dotkliwie brak broni i amunicji. Nad Warszawą spotkacie lotnictwo myśliwskie sowieckie, a po dokonaniu lotu lądować będziecie w Rosji.”

W dalszym ciągu swego referatu ów kapitan udzielił informacji jak dalece sięgać będzie osłona własnymi myśliwcami. Zrzuty mają być dokonane w dwóch miejscach w tym celu samoloty zostały podzielone na odpowiednie grupy, którym przydzielono jeden z tych rejonów. Rzuciwszy na ekran przezrocze mapy Warszawy prelegent wyjaśniał, tak jak gdyby sam znał stolicę doskonale, wszystkie szczegóły obrazujące teren opanowany przez Polską Armię Krajową. Mówił jak należy rozpoznać okręgi, na które zrzuty mają być dokonane.

Następnie referent podał sytuację metereologiczną. Jedynie krytycznie przedstawiała się sytuacja w samej Anglii, pokrytej mgłą, która stwarzała warunki trudne przy kołowaniu samolotów na lotnisku jak i również przy samym starcie. Na trasie przewidywano przychylną pogodę. Zapowiedziano załogom, że podczas lotu temperatura utrzymywać się będzie w granicach 11 do – 14 stopni.

Przylot nad Warszawę miał mieć miejsce między 1 a 2 po południu, końcowe lądowanie około 4-ej popołudniu.

Przemówienie gen. Irzyckiego

Po tych wyjaśnieniach amerykański dowódca dywizji bombowej wstał i przedstawił zgromadzonym dowódcę sił polskich Sił Powietrznych, który przemówił w sposób następujący:

„W imieniu Rządu Polskiego i Lotnictwa Polskiego przyszedłem Was odwiedzić w dniu w którym Ameryka niesie pomoc Warszawie. Dzień ten oczekiwany przez miliony w Polsce jest niewątpliwie historycznym. Warszawa walczy od 48 dni i jest już u kresu swoich sił. Pomoc jaką zawieziecie może zadecydować o uratowaniu wielu istnień ludzkich i przyczynić się do ostatecznego zwycięstwa. Jestem przekonany, że zrobicie to dobrze. Życzę Wam w oczekującym Was zadaniu – good luck!”

Huragan oklasków przywitał to przemówienie. Jak mówili nam oficerowie Sztabu amerykańskiego, wszystkie załogi zabierały się do tej wyprawy z ogromnym zapałem i z wielkim sercem. Przygoda ich ciągnęła wielkością swego zadania i swoją niezwykłością.

Przemówił dowódca wyprawy

Ostatni przemówił do nich dowódca wyprawy:

„Nie jestem historykiem – powiedział. Ale wszyscy znamy nazwisko Kościuszko, który był Polakiem i wziął udział w wojnie wyswobodzenia Ameryki. Dzisiaj macie sposobność odwdzięczenia się Polsce za to co on dla nas wtedy zrobił. Jestem przekonany, że z tej sposobności wszyscy chętnie korzystamy.”

Odprawa się skończyła. Załogi poszły na tzw. przedoperacyjne śniadanie poczym do maszyn. Myśmy poszli zwiedzić jedną z nich, i zbadać sposób załadowania zasobników. W środku kadłuba Fortecy, tam gdzie normalnie ładuje się bomby, leżały zasobniki. Były to cylindry metalowe długości ok. 2 metrów. Do górnej części przyczepione miały zwinięty spadochron. Od 6 spadochronów szło w wiązkę 6 jedwabnych sznurów, które zczepione w jednym miejscu szkieletu samolotu zapewniały otwarcie się spadochronu po zawiśnięciu zasobnika w chwili zrzutu.

Wreszcie maszyny wystartowały…

Zewsząd dochodziły odgłosy warczących silników. Maszyn nie było widać, gdyż choć niebo już jaśniało, mgła ciągle trzymała się nad ziemią. Szofer nasz z trudem odnalazł wieżyczkę kontroli lotniska z której mieliśmy obserwować start dywizjonów amerykańskich. Pokój na 1 piętrze tej wieżyczki cały oszklony i otoczony balkonem był w tej chwili nerwem całej ekspedycji. Co chwila przez megafon odzywały się głosy kapitanów Fortec Latających, kontrolujących aparaty radiowe względnie stwierdzających dokładny czas i wypytujących się o ostatnie szczegóły przed startem. Telefony połączone z główną kwaterą dźwięczały co chwila, podając dalsze informacje o tym, co się działo na innych  lotniskach, z których również startować miały dalsze dywizjony.

Dowódca dywizji bombowej zasiadł przy głównym stoliku i połączył się ze sztabem celem dokładnego skoordynowania czasu odlotu bombowców z odlotem myśliwców. Na dworze powoli dniało. Na balkonie amerykański dowódca wyprawy rozmawia z naszym majorem K. dopytując się jeszcze o szereg informacyj, odnoszących się do Warszawy. Dyskutują również warunki odchyleń zrzutu zasobnika przy pomocy spadochronu. „Oczywiście, to nie jest bomba, nie możemy gwarantować – mówi amerykański pułkownik – równie dokładnego zrzutu tam, gdzie spadochron nadaje swoisty kierunek i swoistą szybkość opadania.”

Wreszcie maszyny wystartowały.

Jak wiemy, zrzuty były udane. Myśliwce towarzyszące z baz brytyjskich powróciły bez strat odbywszy ogromny lot bez lądowania. Warszawa w ciągu tej operacji otrzymała ładunek pomocy, który przekroczył o wiele łączną ilość dotychczasowych zrzutów w poprzednich wyprawach. (…)”

Źródło: Reportaż kpt. Pil. M.W. Kowalskiego z lotnisk brytyjskich przed wyprawą amerykańską ponad walczącą stolicę Polski. Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza nr 226, 23 września 1944 r. [wydawany w Londynie]. (Copyright by KPT. PIL. M. W. KOWALSKI). [pisownia artykułu oryginalna]

 

B Artykuł: „Latające Fortece startują…

 

Kulisy polityczne operacji Frantic 7   ZOBACZ ZDJĘCIA Z ULIC WARSZAWY +

 

Celem operacji FRANTIC 7 było dostarczenie zaopatrzenia dla oblężonych przez Niemców sił patriotycznych w Warszawie. „(…) Wojsko to, pod dowództwem gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego, powstało 1 sierpnia 1944 r. przeciw nazistom w odpowiedzi na – jak sądzili Polacy w Warszawie i Londynie – autentyczne wezwania radiowe z Moskwy. Wojska sowieckie zbliżały się do Warszawy, wydawało się więc, że dzięki wybuchowi powstania wyzwolenie stolicy Polski będzie kwestią dni. Jednak z tajemniczych powodów Rosjanie na kilka miesięcy zatrzymali się w odległości dziesięciu kilometrów od miasta. Polscy Powstańcy z właściwym sobie męstwem walczyli z potężnymi i żądnymi zemsty siłami niemieckimi; 15 sierpnia generał Eisenhower otrzymał z Waszyngtonu ponaglenie w sprawie akcji zrzutów dla obleganej Warszawy. Ciężkie bombowce nie były w stanie pokonać trasy Anglia – Warszawa – Anglia, a przeprowadzenie lotów z Włoch do Warszawy i z powrotem było bardzo trudne. Dlatego właściwe wydawały się loty wahadłowe do baz operacji FRANTIC.

W tym momencie jednak sprawy przyjęły niepokojący obrót. Rosjanie uznali nagle warszawskie wojsko za nieodpowiedzialnych awanturników, którzy wywołali powstanie zbyt wcześnie i bez zachęty ze strony sowieckiej – i odmówili zgody na operację FRANTIC nad Warszawą. Nie zmieniły sowieckiego nastawienia silne naciski ze strony ambasadorów Ameryki i Wielkiej Brytanii, nie poskutkowały też apele prezydenta Roosevelta i premiera Churchilla. Brytyjczycy ze stacjonującej we Włoszech 205 Grupy RAF z załogami złożonymi z ochotników wysłali między 14 sierpnia i 16 października siedem skrajnie trudnych i kosztownych misji, które dokonały zrzutów w nocy. Jednak w czasie gdy Niemcy ujarzmiali Polaków i tak jak zapowiadali, dom po domu obracali Warszawę w ruinę, rosyjskie wojsko nie ruszyło się ze swych pozycji położonych 10 km dalej, a część wyższych oficerów USSTAF (Strategiczne Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych w Europie) uznała, że dalsze naciski na wykonywanie zrzutów mogą tylko pogorszyć stosunki rosyjsko-amerykańskie, nie przynosząc żadnego pożytku.

Na początku września sytuacja stała się jednak na tyle tragiczna, że zachodni alianci ponowili [wobec Rosjan] apele o misję FRANTIC nad Warszawę. Rosjanie wyrazili zgodę 11 września i być może jako gest wobec zachodnich sojuszników, 13 września sami rozpoczęli zrzuty nad stolicą Polski. Jedyna amerykańska akcja tego rodzaju i ostatnia z operacji FRANTIC została przeprowadzona przez Ósmą Armię Powietrzną 18 września. Nad Warszawą przez godzinę krążyło 107 samolotów B-17, które zrzuciły 1284 zasobniki z częściami do karabinów maszynowych, pistoletami, amunicją do broni lekkiej, granatami, bombami zapalającymi, materiałami wybuchowymi, żywnością i zaopatrzeniem medycznym. Początkowo wydawało się, że akcja zakończyła się wielkim sukcesem i tak też ją oceniono, później jednak okazało się, że zaledwie 288, a może nawet tylko 130 zasobników trafiło do Polaków. Reszta wpadła w ręce Niemców.

W środowiskach alianckich wyraźnie istniała wola wykonania kolejnych, wahadłowych lotów dziennych nad Warszawę. Premier polskiego rządu na uchodźstwie, Stanisław Mikołajczyk w dramatycznych słowach zwrócił się w tej sprawie do premiera Churchilla, który 27 września telefonicznie przekazał USSTAF apel Polaków, poparł go i dodał własną prośbę o kolejną akcję zaopatrzenia, “szlachetny czyn”, jak to określił. Przeprowadzenie w ramach operacji FRANTIC zrzutów dla Warszawy nakazał z Waszyngtonu prezydent Roosevelt, ku sporej konsternacji Departamentu Wojny i jego sztabu sił lotniczych, który takie zadania uważał za kosztowne i beznadziejne. Drugiej akcji zrzutów zaopatrzenia nigdy nie zaakceptowali Rosjanie; 2 października 1944 Stalin bodaj osobiście odmówił zgody. Kilka dni później naziści zdławili Powstanie Warszawskie, które kosztowało życie około 250 000 Polaków. Rosjanie zajęli miasto czy też to co z niego pozostało, dopiero w styczniu 1945 r. (…)”

Źródło: Volume Three, Europe: Argument to V-E Day January 1944 to May 1945; The Army AIR FORCES. In World War II; prepared under the editorship of Wesley Frank Craven (Princeton University), James Lea Cate )University of Chicago); The University of Chicago Press, Chicago 37. New Imprint by the Office of Air Force History. Washington, D.C., 1983.

 

Fragment wspomnień Gen. Dywizji Tadeusza Bora-Komorowskiego, dowódcy Armii Krajowej

 

„(…) Tym razem jednak Jeszcze jeden mazur dzisiaj zakończył audycję, a bezpośrednio potem nadeszła depesza, że należy oczekiwać wypraw między godziną jedenastą a dwunastą w południe.

Był pogodny, słoneczny dzień jesienny. Niebo bez chmurki. Mieszkańcy Warszawy oczywiście nie wiedzieli nic o nadchodzącej pomocy, toteż widok nadlatujących samolotów amerykańskich, które pojawiły się niespodziewanie nad miastem, wywołał nieopisaną radość. Bombowce leciały bardzo wysoko, zostawiając za sobą na niebie szereg białych punkcików. To spadochrony. Niemcy otworzyli huraganowy ogień artylerii przeciwlotniczej, który jednak nie dosięgnął maszyn.

Warszawa przeżywała chwilę niezrównanego entuzjazmu. Wszyscy z wyjątkiem chorych i rannych wylegli z piwnic. Opustoszały podziemia zaroiły się podwórza i ulice. Z początku przypuszczano, że to desant oddziałów spadochronowych. Stojący niedaleko ode mnie żołnierz obserwował niebo przez lornetkę. Nagle głośno zawołał:

- Rany Boskie, przecież Niemcy ich wszystkich wystrzelają!

Jeden z oficerów starał się go uspokoić, tłumacząc, że to nie są spadochroniarze, tylko zasobniki z bronią i zaopatrzeniem.

- Przecież wyraźnie widzę przez lornetkę, jak machają nogami w powietrzu – bronił się żołnierz.

W tym samym błędzie byli zapewne i Niemcy, alarmując swe oddziały ostrzeżeniem: „Amerikanische Fallsschirmjäger”.

Szrapnele artylerii przeciwlotniczej rozrywały się raz po raz w powietrzu, trafiając od czasu do czasu poszczególne spadochrony, których zasobniki spadały wówczas pionowo na ziemię.

Spadochrony, które bezpośrednio po zrzuceniu unosiły się nad naszymi liniami, znosił wiatr dalej i dalej. Większość opadła ze swym ładunkiem na ulice i domy, które tydzień temu były jeszcze w naszych rękach, a które dziś były po stronie wroga.

Gdy samoloty odleciały – tłumy wpatrzone przed chwilą jeszcze w niebo, krzyczące i wiwatujące radośnie, rozeszły się do piwnic i schronów ze smutnie pochylonymi głowami. Ludzie zrozumieli, jak wielką pomoc mogli otrzymać, gdyby nadeszła ona była wcześniej. W pierwszych tygodniach, wówczas gdy trzymaliśmy dwie trzecie miasta – około tysiąca zasobników wpadłoby niewątpliwie w nasze ręce. Z tak dużą ilością broni i amunicji zdołalibyśmy nie tylko uwolnić całą Warszawę, ale ją też utrzymać. Teraz niestety zajmowaliśmy zaledwie skrawki poprzednio zdobytego terenu. Tylko drobna część zasobników zrzuconej z tak wielkiej wysokości wylądowała wewnątrz naszych stanowisk. Byliśmy świadkami wspaniałego pokazu siły lotnictwa Sprzymierzonych, siły, której pomoc przyszła za późno (…).”

Źródło: Tadeusz Bór – Komorowski „Armia Podziemna”, Bellona Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2009 r.

 

RELACJE ŚWIADKÓW   ZOBACZ ZDJĘCIA Z POWSTANIA +

 

OBWÓD I

Kazimierz Brzuszkiewicz „Robert” „Robert Sobański”, kapral podchorąży, Batalion „Golski”, Śródmieście Południowe.

„(…)  –Pamięta pan może zrzuty angielskie, amerykańskie?

Tak, jak najbardziej, ale to już był koniec Powstania. Przecież przyleciało tych bidaków i na spadochronach, niebo było białe, ale dziewięćdziesiąt procent [zasobników] spadło w ręce Niemców. Czekolady, żarcie, lekarstwa i broń przede wszystkim. Gdyby to było miesiąc wcześniej, to sytuacja byłaby inna (…).”

Źródło:. Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Rena Anna Syska-Lamparska Kwaśniewska, cywil

„(…) –Czy to były zrzuty alianckie?

Zrzuty nasze, alianckie. Te zrzuty to było… Też brak jest słów, żeby to opisać. Wiemy, że w RAF-ie [były] nasze wojska, nasze samoloty i te samoloty… Anglia – o ile wiem – nie przysłała żadnego samolotu. To byli nasi lotnicy, którzy lecieli na pomoc Warszawie. Były zrzuty – nie wszystkie się udały, bo niektóre spadły na stronę niemiecką, ale z tego, co wiem (już z kolei, z Zagórskiego) cała lista zrzutów broni, która spadła na nasze stanowiska, na polskie stanowiska, to była szalona pomoc.(…)”

Źródło:. Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego

 

OBWÓD I

Krzysztof Rowiński „Żbik”, Łącznik, szeregowy, Zgrupowanie „Krybar”, Powiśle

„ (…) W środku wrześnie odbył się jeden piękny zrzut amerykański, przeszło sto latających fortec, Mustangi ich pilnowały, myśliwce. Zjawił się lecąc bardzo wysoko nad Warszawą, nagle się pojawiły kolorowe spadochrony, ludzie myśleli, że to Samodzielna Brygada Spadochronowa, w której ojciec zresztą był. Niemcy w niektórych miejscach nawet zaczęli uciekać. Później się okazało, że to były zrzuty. Większość wpadła w ręce niemieckie, bo wtedy już tylko Śródmieście się trzymało. Bardzo mało było miejsca, gdzie mógłby się [taki zrzut udać]. Niemcy sobie świetnie [wszystko] zjadali, tam były różne konserwy, inne rzeczy. Tak że to pomogło Niemcom walczącym, [chociaż] nie potrzeba im było, ale dostali ekstra. Zrzuty były ciekawe. Jeden duży zrzut amerykański oczywiście był o wiele większy niż wszystkie angielskie zrzuty, które przedtem były.(…)”

Źródło:. Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego

 

OBWÓD I

Mieczysław Teisseyre „Teść”, kapral podchorąży 104 Kompania Syndykalistów. Stare Miasto

„(…) –A pamięta pan jakiś zrzut?

Tak, pamiętam, to dobrze pamiętam, to był ten największy zrzut jaki był. Wtedy dosłownie całe niebo było pokryte spadochronami, to było popołudniu, o ile pamiętam, pełno spadochronów, radość potworna, desant, Anglicy i tak dalej, warkot tych bombowców, ostrzał artylerii niemieckiej, wybuchające pociski i te zasobniki lądujące. Niestety, to był gigantyczny zrzut, trochę trafiło na Stare Miasto tych zasobników, ale nie dużo. Na Plac Krasińskich żeśmy biegli po te zasobniki, trochę żeśmy piatów dostali, to były wyrzutnie granatów przeciwpancernych, sprężynowe – bardzo ciekawa konstrukcja, odrzut potworny, mogło urwać ramię jak nieostrożnie człowiek się tym posługiwał. Tak, że ten zrzut… wtedy też, pamiętam, rozbił się, spadł jeden bombowiec na rogu Miodowej, wrak jego długo leżał, Nie wiem czy ktoś tam się uratował, nie pamiętam. Wiem, że wymontowywali karabiny maszynowe z tego bombowca, to pamiętam dobrze. (…)”

Źródło:. Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego

 

OBWÓD I

Daniela Piasecka „Biała” strzelec, sanitariuszka, łączniczka, Zgrupowanie „Chrobry II”. Śródmieście Północne

„(…) A czy pamięta pani zrzuty?

Ależ tak. Byłam nawet na zrzutach. Jeden nam się trafił zrzut amerykański. Chałwa nawet była i smakołyki, broń, dużo dobrej broni. Ale też dużo przeszło na stronę niemiecką, Pamiętam trajkoty – jak nazywaliśmy ruskich – to nam zrzucili suchary twarde i pepesze na sznurkach. Jak się strzelało nimi, to można było zgiąć lufę. Z takiej stali była, że się nagrzewała i nie nadawała w ogóle, Gdzie indziej się strzelało, a gdzieindziej kule szły. Na sznurku pepesze. Takie też dostaliśmy zrzuty. Dużo nie było ich, ale były. Jakby dali, żeby można było gdzieś startować, na polu jakimś. […] Prosili właściwie ruskich, żeby im udostępnili przecież, Po stronie praskiej oni wiedzieli, co się w Warszawie dzieje, Chłopaki przepływali wpław na drugą stronę. Naturalnie, ze Starówki przepływali, gdzie było najpłycej, najwięziej przepływali. Ale ruscy ich załatwili, raz dwa ślad po nich zaginął.

Źródło: Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Relacje lotników US Army Air Force o Warszawie   ZOBACZ ZDJĘCIA Z B17 +

 

„(…) Associated Press” podaje z Moskwy rozmowy z lotnikami amerykańskimi, sierż. T. Agrasso z Paulsboro, w stanie New Jersey i sierż. J. Spreng z Cleveland, Ohio, którzy uczestniczyli w wyprawie Fortec Latających do Warszawy:

Sierż. Agrasso: „Warszawa wyglądała na miasto, w którym toczy się ciężka bitwa. Cała spowita była w dymach.”

Sierż. Spreng: „Podczas żadnej operacji nie lecieliśmy tak nisko. Nigdy jeszcze nie widziałem tak zażartej walki. Wszystkie budynki były albo zniszczone lub rozwalone. Gęsty dym unosił się wszędzie. (…)”

Źródło: Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, nr. 223.R.1, 23 września 1944. [wydawany w Londynie]

 

B Artykuł

Wiadomość premiera Mikołajczyka do prezydenta Roosevelta z dnia 19 września 1944 r. w sprawie pomocy dla Warszawy   ZOBACZ ORYGINAŁ A

 

Do Prezydenta:

Proszę przyjąć, Panie Prezydencie, serdeczne podziękowania, które w imieniu ludności Warszawy mam zaszczyt Panu złożyć za bardzo efektywną pomoc udzieloną obrońcom stolicy Polski przez wspaniały lot Amerykańskich Sił Lotniczych. Panu zawdzięczamy, Panie Prezydencie, dokonanie z sukcesem tej operacji, którą jako Naczelny Dowódca Sił Wojskowych Stanów Zjednoczonych nakazał Pan przeprowadzić celem udzielenia pomocy powstańcom Warszawy walczącym samotnie od siedmiu tygodni przeciw Niemcom. Ten niezwykły przykład amerykańskiego zainteresowania i aktywnej pomocy walczącym o wolność pozostanie głęboko wryty w serca wszystkich Polaków. Podtrzymani namacalnym dowodem braterstwa broni Polacy w Warszawie i całej Polsce mocno wierzą, że w ich walce przeciw barbarzyńskiemu wrogowi niemieckiemu będą nadal otrzymywali, aż do ostatecznego zwycięstwa, pomoc aliantów i że ich rosnące potrzeby zaopatrzenia, a szczególnie żywności i leków będą w pełni zaspokojone.

Prosimy, Panie Prezydencie, o przekazanie wyrazów naszej wdzięczności, dowódcom i odważnym lotnikom, którzy z oddaniem i obowiązkowością podjęli tę niebezpieczną operację, jak również wyrazy gorącej sympatii narodu polskiego dla rodzin tych, którzy stracili życie we wspaniałym usiłowaniu niesienia potrzebnej pomocy ich polskim towarzyszom broni.

/-/ Stanisław Mikołajczyk

 

„Biuletyn Departamentu Stanu”, „The Department of State Bulletin”. Tom XI. Nr. 275, str. 350, 1.X.44

 

Źródło: archiwum prywatne Piotra C. Śliwowskiego

Akt. IV s. 347 / Nr 1099 / 18.IX

Delegat rządu do Premiera: O zrzutach z dziennej wyprawy amerykańskiej   ZOBACZ ORYGINAŁ A

DEPESZA SZYFR / Lena  / L. dz. K … Nr 136 / Dnia 18 września 1944 / Otrzymano i odczytano dnia 20.9.44

 

Stem

Dziękuję za dzisiejsze zrzuty. Nie mam jeszcze danych o ich zawartości. Część wpadła w ręce niemieckie, część na Pragę – Sowiety, ale sam fakt pomocy ze strony Aliantów podziałał niesłychanie dodatnio na ludność i wojsko. Ludzie skakali z radości. Nie może to być jednak operacja jednorazowa, lecz musi być stała, wtedy wpływ jej realny oraz polityczny będzie olbrzymi, inaczej Sowiety będą miały stanowisko monopolistyczne. Najbardziej potrzebne są: żywność oprócz cukru, amunicja i leki, bez tego załamiemy się. / Sobol

 

Nr 1097

Szef O.VI sztabu NW do dowódcy AK i komendanta bazy w Brindisi: Zawiadomienie o wystartowaniu amerykańskiej wyprawy lotniczej z pomocą dla Warszawy   ZOBACZ ORYGINAŁ A

DEPESZA SZYFR / O.VI L. dz. 8549/XXX/111 / Tajne / Dnia 18 września 1944 r.

 

Lawina [i] Elba

O świcie wystartowało do was ponownie ponad sto fortec z eskortą. Oczekujcie ok. 12 MEZ. Bombardować nie będą. Zasobniki będą w powietrzu siedem minut, stąd możliwy wielki rozrzut. Podajcie natychmiast wstępne wyniki. Metki Wandy 311 przerwać. Spełniły zadanie.

Warta

Źródło: archiwum prywatne Piotra C. Śliwowskiego

 

Akt. IV s. 350 / 18.IX / Nr 1103

Dowódca AK do Sztabu NW: Ocena wykonania zrzutu amerykańskiego

DEPESZA SZYFR / Nr 852/VV/111 / O. VI L. dz. 8662/tjn/44 / Wanda 7 to Centrala / Otrzym. g. 19.52, odczyt. g. 21.45, dn. 19.9.44 / Dnia 18 września 44 / Nad. g. 19.20, dn. 19.9.44

 

W a r t a

Na 6188 (686): 235 Na Śródmieście około sto conteinerów, większość uzbrojenie. Z Mokotowa, Żoliborza i Czerniakowa na razie brak meldunków.

Mankamenty operacyjne zrzutów:

1) Duża wysokość – spadochrony przechodzą kilka warstw różnych prądów powietrza.

2) Zrzuty bezpośrednie z kursu podróżnego bez rozpoznania sygnałów zrzutowych, stąd bardzo mała precyzja zrzutu.

3) Zrzut dużymi zespołami ciężkimi do manewrowania daje nierównomierne pokrycie.

Dalsze dane podam w ślad.  / Lawina 1852

Źródło: archiwum prywatne Piotra C. Śliwowskiego

 

 

DEPESZA SZYFR / TAJNE

Z  Wanda 7 to Centrala   ZOBACZ ORYGINAŁ A

Nr. 852/VV/111 / nadana dn. 19.9.44

 

Lawina do Warty

Na 6188 (686) na Śródmieście około sto conteinerów większość uzbrojenie. Z Mokotowa Żoliborza i Czerniakowa na razie brak meldunków.

Mankamenty operacyjne zrzutów: 1) duża wysokość – spadochrony przechodzą kilka warstw różnych prądów powietrza. 2) Zrzuty bezpośrednie z kursu podróżnego bez rozpoznania sygnałów zrzutowych stąd bardzo mała precyzja zrzutu. 3) Zrzut dużemi zespołami ciężkimi do manewrowania daje nierównomierne pokrycie.

Dalsze dane podam w ślad. / Lawina 1852 dn. 18.9.44

Źródło: archiwum prywatne Piotra C. Śliwowskiego

Akt. IV s. 352-353 / Nr 1107 / 18.IX

Wyciąg z Raportu Dowództwa VIII Floty Powietrznej USA:

Przebieg wyprawy nad Warszawę ZOBACZ ORYGINAŁ A

 

Poufne

W y c i ą g

2. Raport bombowy

Trzy skrzydła bojowe (110 B-17s) wysłane dla dokonania zrzutów zaopatrzenia do Warszawy. Trzy samoloty powróciły wcześniej. Cała formacja dokonała zrzutów na widoczne cele. Zrzucono około 1284 zasobników z dobrym lub doskonałym rezultatem. 105 samolotów lądowało na rosyjskich bazach. Obrona przeciwlotnicza: średnia, dokładna. Przeciwdziałanie nieprzyjacielskich samolotów: żadne. Własne zestrzelenia: żadne. Straty: 2 B-17s, przyczyna nieznana.

Źródło: prywatne archiwum Piotra C. Śliwowskiego

Nr 1117 / 20 IX

Wyniki lotu amerykańskiego z dnia 18 IX 1944 ZOBACZ ORYGINAŁ A

O. VI do L. dz. 8662/tjn/44 / Dnia 20 września 1944

 

Wyniki lotu amerykańskiego ze sprzętem

dla Warszawy 18 września 1944 r.

[Oprac. O. VI sztabu NW]

Startowało:

Fortece, każda po 12 zasobników – 110

Myśliwce w 2 grupach – ok. 120

Zawróciły z trasy: 3 fortece

Starty: 2 fortece

2 myśliwce

Razem: 4 samoloty

Ogółem zrzucono nad Warszawą około 1250 zasobników (każdy po ok. 100 kg sprzętu netto). W następującym stosunku:

Na Żoliborz ok. 200 zasobników

Na Śródmieście ok. 750 zasobników

Na Mokotów ok. 300 zasobników

Razem ok. 1250 zasobników

 

Według meldunków zebranych do dnia 20 września 1944 wyniki zrzutów były następujące:

1. Żoliborz: Zrzut chybiony, zasobniki lądowały w rej. Gór Szwedzkich na stanowiskach npla, ok. 4 km na zachód od celu.

2. Śródmieście: Środek rozrzutu na północny wschód od celu. Zasobniki odebrano w północnej części rejonu. Część zasobników, zapewne z tej grupy, lądowała w Wiśle i na Pradze.

3. Mokotów: Środek rozrzutu ok. 2 km na wschód od celu, zasobniki spadły na przedpolu własnych oddziałów. Zamierzona była operacja nocna dla ich odzyskania.

Dokładniejszych danych na razie brak.

Do chwili obecnej potwierdzono oficjalnie odbiór ok. 130 zasobników, tj. ponad 10% całości i ponad 17% zrzuconych na Śródmieście.

Oczekiwać należy, że odbiór znacznej ilości zasobników szczególnie z żywnością nie będzie nigdy oficjalnie potwierdzony, gdyż zostaną one natychmiast zużyte przez ludność. To samo dotyczy sprzętu, który spadł na rejony tylko słabo trzymane przez nieprzyjaciela, gdzie broń zostanie zapewne zabezpieczona.

Oczekiwać należy dalszych potwierdzeń odbioru, które powiększą liczbę zasobników dotąd kwitowanych.

Źródło: archiwum prywatne Piotra C. Śliwowskiego

 

 

Pierwsza operacja, 18 września 1944 (z Anglii do Rosji) / 8. Armia Powietrzna

Samoloty wysłane: 110 B-17 I 150 P-51 (86 P-51 z rozkazem powrotu do Anglii, 65 P-51 kontunuuje lot do Rosji).

 

Samoloty atakujące – 107 B-17

Cel – Warszawa / Tonaż – 1284 zasobniki z zaopatrzeniem / Rezultaty – 37% zasobników odebrały wojska polskie

 Przeciwdziałanie nieprzyjacielskich samolotów: żadnych bombowców. Myśliwce spotkały 8 samolotów nieprzyjacielskich w rejonie Śląska.

Obrona przeciwlotnicza: dokładna i intensywna     / Własne zestrzelenia: 4-0-0 (w powietrzu) / 3-0-6 (ziemia)

Straty: 1 B-17 (1 B-17 lądował w Brześciu Litewskim) / 1 P-51 z  myśliwcami rozpoznawczymi? (do sprawdzenia) / P-51 z  (myśliwcami osłaniającymi? j/w

Większe uszkodzenia: 10 B-17 / Drobne uszkodzenia: 30 B-17, 3 P-51

Opis: 15 września 1944 r. 110 B-17 I 156 P-51 wystartowało w ramach operacji Frantic 7, ale z powodu złej pogody zawróciły do Wielkiej Brytanii.  Z lotu 18 września 1944 2 B-17 wróciły wcześniej do Wielkiej Brytanii.

 

 

 

 

 

Kontakt z PFN

©PFN2018